Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
112 postów 67 komentarzy

Waszczykowski na wylocie

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Europa zachodnia się oddala, wschodnia przybliża. Tracimy z jednej strony osiągając iluzoryczne korzyści z drugiej.

 

 

Polski minister MSZ już teraz ma kłopoty. Nie minęło wiele czasu od momentu objęcia urzędowania a dorobił się już reprymendy ze strony tego prawdziwego „premiera”. Jarosław Kaczyński mówił o błędnej decyzji i wyjściu przed szereg z zapytaniem Komisji Weneckiej o opinię w sprawie TK. Mogło się „uleżeć”, na co prawdopodobnie liczył Prezes, a tak trzeba się będzie zmierzyć z zaleceniami z Brukseli które, jak należy się domyślać, nie bardzo będą po myśli pana Prezesa. Witold Waszczykowski albo nie za dobrze słuchał albo nie odgadł myśli głównego decydenta i dosłużył się publicznego skarcenia.


Pana ministra można zastąpić, chociaż to nie za bardzo dobry sygnał dla rządu pani Szydło, ale wyrządzone szkody nie tak łatwo dadzą się naprawić. I PiSowski minister nie za bardzo jest za nie odpowiedzialny, gdyż afera z TK  bierze początek za czasów PO a obecny rząd próbował ją w cwany sposób wykorzystać i zagarnąć całą pulę odstawiają konstytucyjną instancję na boczny tor. Narracja PiSu mówi wyraźnie o przeszkadzaniu w realizacji postawionych sobie celów nie za bardzo się przejmując państwowymi konsekwencjami ustawy ograniczającej PRAKTYCZNĄ kontrolę nad rządowymi decyzjami. Ustawa jest uchwalana nie tylko na użytek obecnej władzy, ale ma zapewnić lepsze funkcjonowanie PAŃSTWA niezależnie przecież od włodarza ją sprawującego a o tym zdaje się PiS kompletnie nie myśleć.

Retoryka oblężonej twierdzy, która jest ulubioną metodą Prezesa w sprawowaniu władzy jest być może przydatna w polskich politycznych realiach, nie sprawdza się jednak w europejskiej sytuacji przynależności do wspólnoty, dobrowolnie zaakceptowanej przecież, „narzucającej” pewne reguły politycznej akceptacji WSPÓLNYCH reguł demokratycznych zachowań. Nie robią tego totalitarne reżymy z naszym wschodnim sąsiadem na czele, gdzie wola „władcy” jest prawem, ale ponoszą również konsekwencje działań podejmowanych m.in. przez EU próbującej przeciwdziałać łamaniu międzynarodowych porozumień i ograniczyć imperialne zapędy.

W swojej historii Polska nigdy nie wygrywała sama. Nasze narodowe cele osiągaliśmy w sytuacjach, gdy były one wspólne z sojusznikami jakich wybieraliśmy. Obecny kolizyjny kurs na konflikt z Radą i Komisją Europejską oraz z Ameryką, wybór Wielkiej Brytanii i krajów z Grupy Wyszehradzkiej z Węgrami na czele oddalają nas od tej Europy, do której chcielibyśmy ekonomicznie i kulturowo przynależeć. Orban robiący już otwarcie interesy z Putinem nie robi tego oczywiście bezinteresownie i stanowi przykład popadania w ekonomiczną i polityczną zależność od swojego imperialnego partnera. Dla Putina grającego na rozbicie Europy i uzależnienie jej słabszych członków od swojego widzimisię to idealna sytuacja zwiększająca geograficzną strefę oddziaływania. Przez Orbana na Polskę nie jest tylko wymysłem, jeżeli te dwa kraje związane są coraz ściślejszym politycznym sojuszem. Ze Słowacją i Czechami na dokładkę też nie stroniących od ściślejszych związków z Moskwą.

Europa dwóch prędkości już powstaje. Wcześniej czy później będzie jądrem pozbywającym się słabszych ciążących w osiąganiu gospodarczego wzrostu. Ukraina ich nie bardzo interesuje a Polska staje się uciążliwym partnerem nie specjalnie starającym się na polepszenie stosunków. Niemcy stanowiące z Francją trzon europejskiego ekonomicznego rozwoju nie są już dłużej, w PiSowskiej perspektywie, warte starań o zbliżenie czy polepszenie wzajemnych stosunków. A są to przecież kraje odgrywające dużą rolę również w NATOwskim sojuszu, Amerykanie niejednokrotnie dawali wyraźnie do zrozumienia, iż EUROPA powinna więcej robić dla wzmocnienia swoich obronnych możliwości a nie tylko i wyłącznie liczyć na amerykański worek pieniędzy.

Europa zachodnia się oddala, wschodnia przybliża. Tracimy z jednej strony osiągając iluzoryczne korzyści z drugiej. A trzeba oczywiście wziąć pod uwagę nadchodzące światowe załamania w gospodarce, napływ olbrzymich mas ludzkich do Europy i problemy z tym związane, które mogą znowu doprowadzić do zamknięcia granic i „zduszeniu” wątłych promyków na gospodarcze odrodzenie, niemieckie problemy Merkel mogące wynieść inne polityczne siły do władzy, już mniej zainteresowanie utrzymaniem poprawnych stosunków. To wszystko ułatwia Putinowi podkopywanie europejskiej jedności i rozgrywanie jednych przeciw drugim.

 

KOMENTARZE

  • Kto chciał, ten chciał
    ,,Obecny kolizyjny kurs na konflikt z Radą i Komisją Europejską oraz z Ameryką, wybór Wielkiej Brytanii i krajów z Grupy Wyszehradzkiej z Węgrami na czele oddalają nas od tej Europy, do której chcielibyśmy ekonomicznie i kulturowo przynależeć."

    Do Europy należymy tak czy inaczej. Nie wszyscy chcieli, a coraz mniej osób chce przynależeć do tej Europy, a raczej do jej chorego tworu, jakim jest UE. Ekonomicznie możemy im co najwyżej podlegać, nie mając samodzielnej gospodarki pieniężnej, a o kulturowej przynależności w ogóle nie ma mowy, bo to całkiem inna cywilizacja, podobnie jak w przypadku Rosji, a na dodatek, na obecnym etapie kompletnie zdegenerowana. Właśnie najlepszym rozwiązaniem dla Polski jest szukanie sojuszy wewnątrz Grupy Wyszegradzkiej, gdzie pod każdym względem możemy być partnerami, a nie pachołkami.
    Natomiast Rosja jest naszym sąsiadem i na dodatek mocarstwem i należy z nią utrzymywać poprawne stosunki polityczne i współpracę gospodarczą, zamiast się z nią drażnić, w wynku czego każdy jej prztyczek w odpowiedzi na nasze zaczepki odczuwamy jak porządnego kopniaka w tylną część ciała.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
   1234
567891011
12131415161718
19202122232425
2627282930